Wyjdź z grobu i zmartwychwstań jak On! Aaaaaaaaaaa Alleluja

To dla mnie święta umierania, upadania i Powstawania, ciemności i Światła, grzechu i Łaski. Oczywiście bohaterem tych Świąt jest Jezus. Przechodzi w nich przez te wszystkie etapy. Często, a w zasadzie zawsze są to nasze etapy. Umieram, upadam i Powstaję. Przeżywam ciemność, a za chwilę dotykam i idę w Świetle. Grzeszę, a przez sakrament pokuty i pojednania dostępuje Łaski, Łaski uświęcenia mnie, uczynienia Godną na Nowo Miłości Chrystusa. Ale tegoroczne Święta były dla mnie pod wieloma względami inne. Zawsze starałam się być na Triduum Paschalnym w kościele, na nabożeństwie. A tu w tym roku traf chciał, że w Wielki Czwartek wyjeżdżałam do Polski. No i co? Pierwsza nieobecność. Wielki Piątek na pół zaliczony. Podobnie zawsze w święta starałam się być ze wszystkim na tip top, a w tym roku nic. Zero przygotowań. Okna nieumyte. Dom sprzątnięty bardzo pobieżnie. Niewiele gotowania. W tym roku te święta były inne, bo bardziej świadome, bo z Duchem, ale też trudniejsze, bo bardziej dostrzegające obecność tego, który nie chce naszej radości w Chrystusie. Wielki Piątek… Jakąś wewnętrzną ciemność odczuwałam. Jakieś „bezczucie”. Ale trwałam. Wołałam do Ducha Św., byłam przy grobie, mimo że nie czułam. Widziałam Mękę, choć jakbym była poza, albo zupełnie pozbawiona uczuć. Nadeszła Wielka Sobota. Święconka, spowiedź i słowa odmawianych „Gorzkich Żalów”, które mnie dotknęły „upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę”. I wtedy przyszło jakieś zrozumienie mego stanu. Zrozumienie istoty wielkopiątkowego „bezczucia”. Wielbię Boga w tym odkryciu, w tej świadomości, że do grobu, śmierci nie zawsze trzeba czucia, uczucia, ale po prostu BYCIA. Wielbię Boga w każdym z tych etapów, bo pozwala mi siebie – Boga odkrywać za każdym razem na nowo, inaczej, pełniej, głębiej. Ale nie myślcie sobie, że można mi doczepić aureolę i nazwać świętą. Owszem, marzę o tym, to jest dla mnie najważniejszy priorytet, ale jeszcze staram się, jeszcze życie moje jest dążeniem do tego pięknego stanu. I po spowiedzi niestety dopadło mnie złe myślenie, odraza, wkurzenie, niechęć, a wszystko to do bliźniego. Krótka drzemka uspokoiła trochę myśli i emocje, ale mina pozostawała niezmiennie wkurzona. Zaszłam do kościoła. Na sam przód. Zajęłam se miejsce siedzące, ale zorientowałam się, że nie mam świecy. Musiałam przemierzyć cały kościół i wrócić do domu. Na szczęście niedaleko. Po chwili stałam na dworze ze świecą w oczekiwaniu na Światło. Dostałam. Kroczyłam przez kościół z tym Światłem taka dumna, że to ja je niosę i rozdaję. Chyba trochę pychy nawet w tym było. Ale za chwilę musiałam z pokorą prosić Boga o zmiłowanie. Przyszły myśli zazdrosne, oskarżające osobę bliską mej duszy. Przeszłam już raz tę orkę. Tę męczarnię. Nie chcę już więcej. Więc od razu wołałam Jezusa, krzyczałam by się nade mną zlitował. Skomlałam wręcz. A nabożeństwo już trwało. I myślę „no to super święta przeżyłam”. Zamiast radości – smutek. Ale wołałam, prosiłam. Przypomniały mi się słowa, które znajomy mi powiedział tego dnia – zanurzaj się w ranach Chrystusa. No i tak zrobiłam. I nie musiałam długo czekać. Minęło. Sztorm w morzu mego serca ustąpił. Fakt – stałam naprzeciwko mojej Matki Bożej. To też Jej zasługa! I zaczęłam dziękować. Wielbić. Tkwiąc sobie tak przy filarze, w zasięgu wzroku Matki, w pewnym momencie zobaczyłam, że znajoma i zakonnica pokazały z przodu wolne miejsca siedzące. Poszłam. Usiadłam. I znowu traf. Naprzeciw Najświętszego Sakramentu. Tym razem w zasięgu wzroku Syna. Lepiej być nie mogło. No i zaczęła się piękna przygoda. Jakbym się przeniosła w innym wymiar. Nieziemski. Każde z czytań przeżywałam z różnym natężeniem, ale jedno, to z księgi Izajasza 54, 4-14 poruszyło mną do tego stopnia, że zaczęłam płakać. Wiedziałam, że Bóg do mnie mówi przez te słowa o swojej miłości, która nigdy ode mnie nie odstąpi, mimo że wichry często mną miotają, ale Bóg mój daje mi pocieszenie, że w końcu wszystko się uspokoi. Wiedziałam, że miałam słuchać tych słów. Chrystusie uwielbiam Cię w Twoim słowie, w psalmach na Twą część. Po tym czytaniu następowały kolejne. Jakby dialog z Bogiem, może tym razem bardziej Jego monolog, piękny, pełen treści i życia, pełen nadziei i miłości. Czułam się jak w raju, jakbym byłam zanurzona w morzu Jego miłości i miłosierdzia. Uśmiech, radość, pokój. Takiej ogromnej łaski dostąpiłam. Potem było „Chwała na wysokości”. Darłam się na cały głos. Aniołów zastępy śpiewało razem z całym kościołem Bogu Chwałę. To było nie do opisania. Wszystko jakby w innym świecie. A ja stałam i cieszyłam michę. W końcu pojawiło się upragnione Alleluja. Tu też otwierałam moją gębeczkę tak szeroko, że wszyscy ci, którzy mnie widzieli i z ziemi, i z nieba, zapewne mieli ubaw. To Alleluja było świadome, bo autentycznie widziałam Jezusa, pełnego światła, wychodzącego z ciemności. Zmartwychwstałego! Z przebitą dłonią wzniesioną do góry, jakby mówiącego „Pokój Ci” (ten „Pokój” odczułam potem, kiedy było „przekażcie sobie znak pokoju). Oszalałam. Wiem, wiem. Ha ha ha, ale chcę takiego szaleństwa. Pragnę być szalona Bogiem, oczywiście zachowując swój specyficzny charakter i temperament. Cuda cuda! Szaleństwo pełne Bożej miłości. I jeszcze wszyscy święci! Nie mogłam ich pominąć! Kiedy tak darłam się, gdy kleryk śpiewał litanię do Wszystkich Świętych, ja widziałam jak każdy z wywoływanych świętych przechodził przez kościół, zatrzymywał się naprzeciwko ołtarza i się kłaniał. To niesamowite doświadczenie. Czułam ich obecność. Do tego stopnia się zatopiłam w tych śpiewach, uwielbieniach, chwałach, że zapomniałam zgasić świeczki. I zorientowałam się, ze stoję jak głupek sama z zapaloną świeczką. Do końca mszy trwałam w radości Chrystusowego Zmartwychwstania. Przepiękne uczucie. Przepiękny stan. Niech będzie uwielbiony Chrystus mój Król, Zmartwychwstały, Jedyny, Prawdziwy, Wieczny, Pan nad Pany, Król nad Króle. Emmanuel. Dzielę się z Wami tą radością, bo nie mogę inaczej. Bo nie mogę nie dawać tego, co dostałam. Za darmo. Mimo grzechów. Mimo wątpliwości. Mimo zdrad. Bo Chrystus kocha mimo wszystko. Tak przeżyłam sobotę, choć jeszcze było gotowanie żurku i wielbienie Boga w tej pięknej nocy Zmartwychwstania. Taniec Chwały dla mego Zbawcy, taniec Miłości dla mego Wybawiciela, dla mego Boga!

A w niedzielę… „każdy wschód słońca Ciebie zapowiada, nie pozwól nam przespać poranka”! Nie przespałam, za to od rana śpiewałam i uwielbiałam. Wysławiam Cię Panie w każdym człowieku Zmartwychwstania, który był na rezurekcji. Wychwalam Cię Zmartwychwstały w pięknym kazaniu Sosny, który tak mocno podkreślił, że jesteśmy ludźmi Zmartwychwstania, że ilekroć adorujemy Życie i Światło, urzeczywistnia się w nas właśnie pokonanie przez Chrystusa śmierci i szatana, krzyk Życia nad śmiercią! Uwielbiam Cię Panie w tym pięknym śpiewie, który słyszałam na mszy. Błogosławię Cię Panie w kapłanach, którzy sprawowali Eucharystię, to dzięki nim mogę słyszeć Twoje słowo, to dzięki ich dłoniom, mogę przyjmować Twoje ciało. To dzięki nim, mogę przeżyć prawdziwie przemienienie chleba i wina w Ciało i Krew Twoje Święte. Wywyższam się w każdym dzisiejszym porannym uśmiechu, wielkanocnej radości i chwale. Wywyższam Cię Ty, który przychodzisz do mnie i pokazujesz, że moje Życie zaczyna się tylko w Tobie, przez Ciebie, z Tobą i dla Ciebie. Wielbię Cię w tym, że uczysz mnie jak każdego dnia wychodzić z grobu swoich lęków i grzechów, jak każdego dnia zmartwychwstawać do Nowego, z Tobą, Życia. Uwielbiam Cię w Twoich ranach, w Twoim przebitym boku, w Twoim krzyżu, we wszystkim, czego doświadczyłeś na drodze krzyżowej. Wychwalam Cię Jezu Zmartwychwstały, bo pokazujesz, że w Tobie jest Życie, jego początek i koniec, bo Tyś Panie jest Alfą i Omegą, Początek i Koniec. Nie ma innego Życia niż w Tobie. Dlatego wychwalajcie Go wszyscy, którzy to czytacie. Wysławiajcie Go małżonkowie, rodzice i dzieci, którzy żyjecie dla siebie nawzajem. Uwielbiajcie Go rodziny i samotni, dla których Chrystus powinien być pierwszą Wartością. Błogosławcie Go kapłani i zakonnice, wszyscy wierni, którzy gromadzicie się przy Jego Stole Miłosierdzia. Wykrzykujcie na Jego cześć biedni, którzy jesteście zdani całkowicie na Jego łaskę, którzy spotykacie Go na ulicy, w ubóstwie, w brudzie, w głodzie. Wychwalajcie Boga wszyscy uzależnieni, którzy dźwigacie ciężar nałogu, ale Chrystus jest z Wami nawet wtedy gdy popłyniecie, gdy alkohol, narkotyki lub inne uzależnienia wezmą nad Wami górę. On cały czas jest i chce Zmartwychwstawać w Was zawsze! Uwielbiajcie Pana wszyscy młodzi, grzeczni i niegrzeczni, zgodni i buntujący się, którzy jesteście ukochanymi przez Chrystusa przez Waszą młodość, radość, przez to, że jesteście! Jezus kocha Was bezwarunkowo i przygarnia każdego dnia na nowo. Błogosławcie Chrystusa dzieci małe i duże swoich uśmiechem i radością za darmo, bez pytań, po prostu. Wywyższajcie Go wszyscy, którzy mieszkanie w Belgii, z dala od kraju, którzy na emigracji nie zapominacie o Najwyższym, wpatrujecie się w Jego Święte Zmartwychwstanie. Wychwalajcie Go mieszkańcy Polski w swoim życiu, w swoich rodzinach, we wspólnotach, parafiach i kościołach.

W takiej atmosferze uwielbieniowo-zmartwychwstaniowej chcę Wam złożyć życzenia. Wyjdź z grobu! Grobu swego „nie dam rady”, „nie umiem”, „jestem nie dość dobry”. Z grobu użalania się i kompleksów. Zmartwychwstań! Rusz swoje cztery litery i zacznij na Nowo z Chrystusem Zmartwychwstałym. On daje Ci receptę na wszystkie te dolegliwości! Zostałeś „uratowany z wielkiej otchłani”, z otchłani grzechu, lęku, depresji, zostałeś „wyciągnięty z głębokiej toni”. Zostałeś obdarowany Bożą łaską, stałeś się na Nowo człowiekiem Zmartwychwstania, więc nie jęcz, nie mędź, nie narzekaj, a ŻYJ w PRAWDZIE. ŻYJ z NIM i dla NIEGO. Tylko On da Ci pokój, tylko On da Ci wytchnienie, tylko On obdarzy Cię prawdziwą Radością. I nie mów, że to niemożliwe! Powierz się Zmartwychwstałemu, a On Cię do wszystkiego uzdolni, a On zajmie się Twoim Sercem. Twój Prawdziwy Przyjaciel, szczery, bez ściemniania, bez sztuczności. Dziś dzień Chwały! Dziś dzień Alleluja. Niech to Alleluja dźwięczy Ci w sercu, niech będzie dziś na Twoich ustach, niech zabłyśnie jak iskra w Twoich oczach, bo dziś po „Alleluja” ich poznacie. Ich, czyli nas, Ciebie, mnie, Was – pełnych zmartwychwstania, pełnych życia i radości. Dlatego dziś na chwałę Zmartwychwstałego „nie oszczędzajcie nóg, ruszajcie w tany!”, „nie oszczędzajcie dłoni, klaszczcie głośno tak!”, „nie zamykajcie ust, śpiewajcie o tym, że (…) choć wieczorem bywa płacz, to poranek budzi się radosnym świętowaniem”. Świętujcie dziś z największym gościem waszych domów serc i największym Hero – Chrystusem! AAAAAAAAAAaaaaaa Alleluja! Amen!
Fot.: http://kz-kudowa.pl/zmartwychwstanie-klucz-do-dziedzictwa/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s